Suknia balowa z autonomicznym dekoltem echo-regulowanym

Steampunkowa suknia z trenem w stylu „natural form” uszyta na Bal Zimowy w Krakowie. To mój pierwszy projekt wkraczający w epokę wiktoriańską a jednocześnie najbardziej geekowskie co uszyłam i niespodziewane połączenie dwóch pasji.

Pomysł

We „współczesnym życiu” hobbystycznie zajmuję się IoT (Internet of Things). Jest to bardzo wdzięczne połączenie elektroniki, programowania, majsterkowania i filozofii życia “mam na to appkę”. Czasami, gdy tak sobie siedzę w piwnicy z lutownicą, garścią diod i urojeniami bycia szalonym naukowcem, lubię sobie wyobrażać, że w XIXw podobnie musieli się czuć ci wszyscy neofici maszyn parowych, salonowi wynalazcy i domorośli entuzjaści postępu naukowego. Temat przewodni tegorocznego balu – „Szkocja wiktoriańska i steampunk” – pozwolił mi wcielić te wyobrażenia w życie, dając mi pretekst do wymyślenia sukni, która jednocześnie byłaby odpowiednia na okazję uroczystą (kojarzące się stereotypowo ze steampunkiem stroje odkrywców i poszukiwaczy przygód, byłyby przecież nie na miejscu na sali balowej!), a jednocześnie wzbogaconą o jakąś szaloną acz przydatną funkcjonalność.

A jaka funkcjonalność mogłaby być bardziej potrzebna dla pruderyjnych Wiktorian niż ochrona moralności? Przypominacie sobie historię Madame X, której portret z osuwającym się ramiączkiem wzbudził publiczne zgorszenie i zrujnował na zawsze reputację młodej damy a jego autora niemal doprowadził do ruiny? Jakże inaczej potoczyłoby się ich życie, gdyby nieobyczajny dekolt sam wiedział, że to przecież nie przystoi?

I tak właśnie narodził się pomysł autonomicznego dekoltu echo-regulowanego. Idea jest prosta: sukienka powinna wykrywać, gdy jakiś dżentelmen podejdzie zbyt blisko i dostosowywać rozmiar dekoltu stosownie, dając efekt kuszenia z daleka, lecz cnotliwości z bliska.

Natural Form

Ale zacznijmy od początku, czyli od wyboru fasonu. Druga połowa XIXw kojarzy się wielu głównie z tiurniurami, i owszem przez większą jego część królowały one w modzie: najpierw dzwonkowate krynoliny lat 60 przechylały się ku tyłowi i nabierały drapowań aby rozpocząć okres I tiurniury, zaś później, w okresie II tiurniury, zwęziły się także po bokach, a z tyłu wygięły wręcz do kąta prostego, aby upodobnić sylwetki do przykrótkich centaurów w falbaniastych derkach. Istniało jednak między tymi okresami magiczne 5 lat, w których niespodziewanie wszystko paniom opadło: tiurniury zniknęły, suknie się wysmukliły, środek ciężkości drapowań spadł poniżej kolan, za to całym szałem stały się bogato zdobione treny, ciągnięte za sobą niczym przerośnięte odwłoki skorupiaków. Mówię tu o okresie Natural Form i latach 1877-1882.

W tymże stylu ubrana jest nieszczęsna Madame X u Johna Singera Sargenta oraz czytające sekretne liściki muzy Augusta Toulmouche’a. Filmowo to kostiumowe arcydzieła z Wieku Niewinności, poprzednia Anna Karenina (ta z młodziutkim Seanem Beanem <3), czy "przestarzałe" suknie Lucille z Crimson Peak. Także temat bardzo wdzięczny, acz zbyt rzadko wykorzystywany.

Fundamenty

Wbrew temu co nazwa mówi, „naturalną” formę uzyskuje się przez zestaw modelującej bielizny. Gorset jest w tej epoce już grubego kalibru – ma za zadanie nie tylko spłaszczyć brzuch i wyprostować posturę, ale też możliwie wyszczuplić talię, gdyż będzie ona w tym fasonie bardzo wyeksponowana. To już te czasy, gdy pojawiały się przypadki ofiar tightlacingu i zbytniej gorliwości gorsetowej. Tym razem zatem nie porywałam się sama na jego szycie (no bo ile można ;)) tylko zamówiłam gorset na miarę u wspaniałej Corsetry&Romance. Zaskoczona jestem tym, że, mimo iż epokowo-poprawny, gorset nie okazał się ani w połowie tak niewygodny jak straszyli. Nawet przy 10cm redukcji w talii da się w nim oddychać pełnym płucem, siedzieć, tańczyć i całkiem komfortowo spędzić cały wieczór. Więc kolejny dowód, że wrogowie gorsetów chyba nigdy nie założyli dobrze dopasowanego (albo nie znają pojęcia umiaru).

Drugim elementem modelującym jest halka. Poza „robiącymi masę” falbanami, zawiera też z tyłu oddzieloną od nóg komorę tiulową, z 5 piętrami coraz bardziej marszczonego tiulu. Na to naczepiany jest dodatkowo wachlarzowy tren, przymocowywany na guziki, co jest cudownym wynalazkiem, gdyż do układania się wierzchniego trenu istotnie dodaje +10, ale z racji na wybitnie taneczny charakter krakowskich bali, na tę okazję ostatecznie został w domu.

Treny i trimy

Nie odpuściłam natomiast trenu w samej spódnicy. Spódnice Natural Form miały być przede wszystkim wąskie w udach. Ekstremistki mody potrafiły mieć spódnice tak ciasno zaszywane, że siadanie w nich było niewskazane, ale to mały odsetek. Popularnym modelem były tzw. fan-tail skirts, czyli spódnice związywane za kolanami, z rozlewającym się wachlarzowo trenem – protoplasty współczesnych sukni syrenich. Na to nałożyłam jeszcze suknię wierzchnią z mniejszą płetwą wtórną, trochę panierującymi boczkami i udrapowanym nawisem z tyłu sugerującym schyłek natural form i powracającą tęsknotę za turniurą. Wszystko oczywiście przybrane hojnie falbankami i plisami, bowiem wraz z automatyzacją wyrobów pasmanteryjnych, wykończenia te staniały na tyle znacząco, że w drugiej połowie XIXw były wciskane w zasadzie wszędzie gdzie się da. Zautomatyzowałam zatem także ich wyrób w domu i zaopatrzyłam się w nową kozacką stopkę do plisowania, która robi „dzyń” i było przy tym dużo radości.

Mechaniczny Dekolt

Ostatnią częścią stroju jest osobny dopasowany stanik, z luźnym, nisko drapowanym dekoltem. I tu zaczyna się prawdziwa zabawa a mianowicie mechanika owego dekoltu. Za jego podwijanie odpowiada linka przeprowadzona między kokardami na obu ramionach. Za prawym ramieniem jest ona przymocowana do silniczka podłączonego do mikrokontrolera. Do mikrokontrolera podłączony jest też czujnik zbliżeniowy umieszczony na środku dekoltu i udający niewinną falbankową broszę.

Mikrokontroler to konkretnie Particle Photon, którego nie mogę przestać zachwalać. Wygoda pracy z nim jest nieporównywalna do Arduino. Photon jest od razu uzbrojony w moduł WiFi (tak, sukienka jest podłączona do internetu :D), z którego korzysta chociażby do wgrywania oprogramowania przez Particle online IDE. W praktyce oznacza to, że mogę zmieniać mu program bez wypruwania modułu z rękawa za każdym razem aby go fizycznie podłączać do programatora – mogę wręcz dokonywać last minute zmian w kodzie z poziomu komórki ❤

Do skonstruowania nawijarki wykorzystałam Serwo Feetech FS90R micro przystosowane do pracy ciągłej (360 stopni). Kochany Photon był od razu wyposażony w piny obsługujące sygnały PWM, więc żaden dodatkowy sterownik serw nie był potrzebny. Ba, Photon udostępnia wręcz od razu gotową bibliotekę do obsługi serw! Także tutaj wystarczyło tylko dopisać maszynę stanową która rozpoznaje, że dekolt jest już wystarczająco wysoko i przestaje nawijać bardziej. Początkowe bugi w tym warunku skutkowały kilkoma próbami uduszenia przez suknię. Suknia jest wyposażona w WiFi, ale najwyraźniej nie w prawa Asimova XD

Czujnik zbliżeniowy zaś to tani i poręczny czujnik ultradźwiękowy US-015, działający jak sonar w zasięgu 2-400cm. Po podaniu impulsu napięciowego na jeden pin, czujnik wysyła falę dźwiękową a następnie ustawia na drugim pinie stan wysoki do czasu aż fala – odbita od pierwszej napotkane przeszkody – wróci do niego. Na podstawie długości trwania tego stanu wysokiego, można prosto wyliczyć odległość w jakiej znajdowała się przeszkoda, czyli w tym wypadku nasz dżentelmen.

odległość dżentelmena = (długość impulsu echo × prędkość dźwięku (340m/s) / 2

Jako niestosowną i wymagającą reakcji uznałam odległość mniejszą 80cm.

Wszystkie elementy i okablowanie ukryte są w fałdach dekoltu i przymocowane wstążkami na ramionach. Jedynie zasilanie Photona jest doprowadzone kablem z powerbanka schowanego w kieszeni halki.

A oto cały kod potrzebny do obsługi urządzenia.

Could not embed GitHub Gist 00f49674d897122dcf0c6514eee91d4f: API rate limit exceeded for 194.181.228.65. (But here's the good news: Authenticated requests get a higher rate limit. Check out the documentation for more details.)

Rezultat

– Czy sukienka uchroniła moją reputację?

Jeżeli przyciąganie wręcz nienaturalnej atencji do mojego dekoltu i sprawianie że był on tematem rozmów nawet samej Królowej można nazwać ochroną reputacji to tak… Podbudowała ona na pewno moją reputację miejscowego dziwaka XD

– Czy sprawdziła się na balu?

Zestaw tańców tak żwawych jak Duke of Perth czy przyspieszona Clutha (pozdrawiam ekipę od highlandów ;)) i okablowywanie się nieosłoniętą i niedotestowaną elektroniką – cóż złego mogło się stać? YOLO-driven development i niekontaktujące połączenia powodowały że więcej czasu poprawiałam to ustrojstwo niż z niego korzystałam.

– Czy było warto?

Totalnie 😀


PS. Ze względu na temperaturę i wysokie ciśnienia, maszyny parowe nie są najlepszym pomysłem na napęd w wearables i pozwoliłam sobie wykorzystać w projekcie anachronistyczną elektronikę, zatem na ile w tym punku steamu, a na ile cyberu zdecydujcie sami.

Aczkolwiek kusi mnie rozbudowanie projektu w przyszłości o elektroniczny generator pary

5 komentarzy

  1. Kasia
    ·

    #define w C++? Nie przepuściłabym przez review 😉

    A tak naprawdę – super pomysł!

    1. Nadia
      ·

      Można wyciągnąć developera z Javascriptu, ale nie można wyciągnąć Javascriptu z developera. Tzn. tam w zasadzie też nie ma #define, ale „to nie mój ojczysty język” to jedyna wymówka jaką mam 😉

Comments are closed.